Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rm 125. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rm 125. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Troszkę więcej faktów

Witam po dłuższej przerwie. Czas mijał i kilometry w moim RM 125 również. Motor nadal jeździ i jestem już w 100% pewien, że to był prawidłowy wybór. Korki w Warszawie podczas remontu Radzymińskiej przekraczały wszelkie normy - mijałem jadąc korkiem minimum po 600 samochodów stojących w 5 km korku. Ilość kilometrów dobiła do 2040, więc na koniec sezonu chyba dojadę do 5500 km.

Teraz kilka nowych faktów i niestety część z nich nie jest pozytywna:
1. Urwałem bagażnik - to jest zdecydowanie moja wina i muszę na to zwrócić uwagę. Powód jest dosyć oczywisty - kupiłem bagażnik 50 L i zacząłem go eksploatować ponad miarę. Ciężar zdecydowanie przekraczał wszelkie normy i wsio się odłamało. Uruchomiłem zatem swoje Migomata i zespawałem na nowo - teraz tylko spray aby nie rdzewiało i po usterce. Ale nauczka jest.
2. Obrotomierz to pomyłka. Zdecydowanie przekłamuje tzn. obroty zawieszają się na około 6,5 - 7 tyś obrotów i już nie rosną. Nic nie dało poprawianie podpięcia linki. Zgłoszę przy gwarancyjnym przeglądzie i zobaczymy.
3. Kolejna fikcja to prędkościomierz. Jak mam 90 km/h to jadę faktycznie 65-70 km. Zmierzyłem z kilkoma samochodami i wiem, że zdecydowanie przekłamuje mój. Kolejna rzecz do zgłoszenia na serwisie. Aczkolwiek nie spodziewam się aby coś zdziałali.
4. Najpoważniejsza usterka jak na razie to przeżarty blok (osłona) silnika. Kwas z akumulatora wykapał mi przez rurkę na osłonę silnika i łańcucha, co zakończyło się reakcja chemiczną i dziurami. Nie wiem co się stało, pewnie jakiś prąd ładowania poszedł czy co, nie mam pojęcia, ale teraz ewidentnie zażądam wymiany osłon i naprawy. Cieszę się, że nie poszło mi na spodnie i nogi.
5. Z prawej strony na śrubie trzymającej jakieś kabelki elektryczne pojawił się .... nagar ??? Nie mam pojęcia co to jest ale wygląda nie fajnie. Tak jakby olej się wydostawał i stygł na rozgrzanym silniku. Zrobiła się ogromna kupa czarnego szajsu. Z tym również, muszę się kopnąć do serwisu co oni na to, bo ja nie mam pojęcia kompletnie skąd to i co to. Oleju nie ubywa, a nagar rośnie - może się coś utlenia ????
6. Miłym zaskoczeniem jest nadal spalanie. Ponieważ licznik kilometrów jest oddzielną linką niż prędkościomierz, działa prawidłowo. Zatem wszelkie pomiary zużycia paliwa są OK. Nadal mam spalanie na poziomie 2,5 - 2,7 l na 100 km. Pełen szacun bo nie jeżdżę kompletnie oszczędnie - nie ma sensu, różnica 200 ml na 100 km.
7. Świeca oryginalna to badziew - kupując chińczyka liczyłem się z jego fatalną jakością i pracą. Byłem jednak mocno zdegustowany jego bardzo nie równą pracą - aby nie gasł musiałem non-stop operować manetką gazu na postojach, w czasie jazdy rwał mi niemiłosiernie i się dusił. O ustawieniu obrotów można było zapomnieć. Czytałem na forach o świecy, ale jakoś zawsze ją odkładałem. W końcu przy 1400 km mnie cisnęło i kupiłem nową NGK. Skutek jest taki, że jakbym nowy motor kupił. Praca równa, spokojna i cofam wszystkie bluzgi jakie słałem na tą konstrukcję. Zatem powtórzę za innymi : Od razu po zkupieniu zmienić świecę na porządną, a zamontowany produkt jak najdalej do kosza na śmieci.

Teraz umawiam się na naprawy gwarancyjne - dam Wam znać jak się skończyły.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Dziękuję .... nie piję

Kto mnie zna wie, że raczej nie chodzi o napoje wyskokowe, aczkolwiek jeśli to jest dobra Whisky (przez niektórych nazywana bimbrem) to nie pogardzę ;)

Oczywiście tytuł wstępny to kopia tytułu opisanej w GW Yamahy YBR 125, której przy zwykłej jeździe wystarczyło 2,5 l / 100 km. Dla mnie i zapewne wielu czytających była to informacja, że między bajki włożyć. Logicznie myśląc przecież skutery 50 cm3 często i gęsto wychodzą z 3 litrów. No więc muszę się całkowicie pokajać i zwrócić honor autorowi - teraz mu wierzę. Coś mnie tknęło, że dawno nie byłem motórem na stacji i zajechałem w piękny, słoneczny piątek na stację się zatankować. Kranik nadal był w pozycji nie rezerwowej, ale nie ma co kusić losu. Zalałem jak zwykle pod korek - dosłownie, aby było tak jak poprzednio, bo przy tej pojemności baku każdy kieliszek zmieni obliczenia. Wynik był imponujący - 393 km na 10,2 l paliwa (wow !!!) Jak szybko skalkuluje kogo to interesuje wychodzi 2,6 l / 100 km. Jeżdżę tym tylko po Wawie - w korkach, więc sporo się przeciskam. Żadko mam okazję jechać na maksa - po drugie motór na dotarciu, więc nie przekraczam 70-80 km. Szczerze mówiąc, nawet po dotarciu nadal będę tak jeździł, bo nie mam się gdzie rozpędzać, światła, światła, światła .... światła. Tak więc mój kolejny punkt z podejmowania decyzji jaki motór okazał się trafiony. Teraz pozostaje mi tylko pokręcić jeszcze te kilka tysięcy bez awarii i .... pewnie zostanę "wyjątkowym chińczykiem".

Jeśli pogoda będzie nadal taka jak jest - non-stop słońce - to na koniec sezonu będę miał 4000 km na liczniku.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

RM 125 część 3

Witam wszystkich,

Pogoda ładna więc śmigam na motorku gdzie się da :) Tak minęło 200 km i zgodnie z obietnicą ponownie wymieniłem olej. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ... znowu popłynął srebrzysty :( Zdecydowanie polecam zatem wymieniać olej na początku gęsto i nie oszczędzać. Nawet nie chcę myśleć co by było po 500 km. Ponieważ ostro poczytałem forum dostępne na www.scigacz.pl , polecam mocno ten wątek tym razem zająłem się również filtrem oleju i powietrza. Drugi okazał się całkowicie czysty i szybko powędrował na swoje miejsce. Pierwszy to natomiast historia świata. Jak go wyciągnąłem to aż poleciałem po aparat aby zdjęcie pstryknąć. Jeśli takie metalowe gluty lecą z silnika przy docieraniu to ciekawe co będzie dalej.

Z innych wrażeń, chcę się podzielić opinią, że taksiarze w Wawie to jakieś hamulce. Szczególnie z korpo WAWA. Notorycznie zajeżdżają drogę i stają blisko środkowej osi aby ciężko było motem minąć. Jakieś zakompleksione są czy co ?

Z pozytywów - w sobotę i niedzielę w Wawie na Wyścigach był bazar motocyklowy - poprzednio nie dało się szpilki wbić - w zeszły weekend - przeceny od wejścia. Deszcz wystraszył wszystkich i ogólnie wiatr hulał po stoiskach. Zakupiłem kombinezon dwuczęściowy i od razu było cieplej. Teraz jeszcze tylko czekam na zamówiony kask i mam komplet do jazdy gotowy.

P.S. Jak zajechałem do domu w czarnym garniaku (nowy kombinezon) to nawet żonie się "wąs" uśmiechnął. Jednak panowie w moto strojach działają na "baby" :)

piątek, 10 kwietnia 2009

Kupiłem "motór"

Zbierałem się do tego zakupu 3 ... 5 lat. To kawałek czasu. Nigdy nie starczało odwagi i czasu. W końcu podjąłem decyzję, że wcześniej osiwieję, a nie kupię - więc ... kupiłem. Nie jestem fanem ścigaczy (szlifierek), chciałem prosty do bólu motor na dojazdy do roboty. Mój wybór padł na chiński, o przepraszam ... polski motor Romet RM 125. Tak wiem, zaraz będzie kupa uwag, że największy badziew. Powiem krótko, jaka cena takie rozwiązanie, ale ... w dobrą stronę. Kupiłem najtańszy bo nie wiedziałem, czy za miesiąc powiem dość. Ryzyko to tylko koszt motora i nie wielka strata jeśli sprzedam, więc po co od razu wydawać grube tysiące. A teraz po kolei: Motor kupiłem poprzez Allegro w Pil-Marze. W sumie jak się wyliczy transport u innych, Pilmar wychodzi najtaniej. Za cały motor z transportem zapłaciłem 2899 zł. Miałbyć o 17:00, ale palący się Solaris w Warszawie obwalił transporty z Pilmaru (3 kursy do Warszawy akurat w ten dzień) i motór zajechał do mnie o 22:05. Ciemno, więc pierwszy dzień zero przyjemności i radości - zapłaciłem fakturę, odebrałem dokumenty i odprowadziłem świeżaka do garażu. Teraz trochę prywaty: Moja radość wielka, spowrotem po 10 latach będę jeździł na 2 kółkach. Miałem przez 3 lata jazdę na Romet Chart (motorower) i bardzo się wtedy jako dzieciak tym bawiłem. Zatem w duchu radość, na zewnątrz powaga i zero uciechy .... z powodu żonci. Ona bardzo przeżywa moją decyzję i mam od wczoraj "ciche dni". Rozumiem ją i czekam, wiem, że mnie bardzo kocha i po prostu miała za dużo znajomych co na motorach już "wąchają kwiatki od spodu". Jakoś to będzie, jak po grudzie, ale się jej nie dziwię. Jedyne rozwiązanie jakie znam to pokazać jej, że kilka sezonów minie bez problemów i zmienić jej zdanie o motorach. Nie jestem fanem szybkiej jazdy, szaleństw na jednym kółku. Fakt, że nie trzeba tak jeździć i można zaliczyć wypadek, ale losu się nie wybiera. Wracając do tematu, rejestracja 113 zł, ubezpieczenie PZU OC bez zniżek 73 zł i wio. Teraz trochę o moim nowym nabytku. Poczytałem na forach opinię tych co nie jeździli - chłam, tych co mieli - że nie może być nic lepszego za tą cenę i kilka uwag do kupujących. Wszystko przyjąłem do serca i zacząłem od sprawdzenia wszystkich śrubek po skręcieniu przez Romet. Efekt moich wypocin to:
  • Regulacja lampy oświetlenia - waliła pod nieboskłon niemiłosiernie. Nie wiem dlaczego, ale ilośc kabli za lampą uniemożliwiała racjonalne obniżenie poziomu światła. Lampa rozkręcona, bo myślałem, że mi żarówkę odwrócili. Ale nie, dobrze siedzi - zatem feler w kablach i braku opuszczenia. Walka z ułożeniem kabli i lampa świci na ulicę, a nie w chmury.
  • Luźna rączka gazu - po prostu się kręciła na kierownicy, pomimo całkowitego skręcenia wkrętów - tutaj zabawy trochę więcej. Dołożyłem obwodu kierownicy kilkoma owijkami izolacji. Dopiero na to nałożyłem manetkę gazu i skręciłem Efekt - mam jedyną w rodzaju niebieską opaskę na kierownicy, ale manetka ani drgnie :)
  • Obroty wolne to inny świat - na razie nigdy nie wiem, kiedy motór zgaśnie. Nie dotykam bo na dotarciu kompletnie nie warto w to się bawić - obroty są różne w zależności od humoru i ciepłoty silnika. Tak ma być na dotarciu i nie wnikam.
Dzisiaj przyjechałem nim pierwszy dzień do roboty. Gęba zmarźnięta, ale uśmiechnięta. Spałem 40 minut dłużej, jechałem 25 minut w korkach (autem o tej porzez zaliczyłbym 40 minut) - problemu z zaparkowaniem w Centrum nie było. Efekt bezcenny. Przygód nie miałem, nie kręcę go na obroty, bo ma się dotrzeć spokojnie - 50km/h to był maks. Dzisiaj zgodnie z uwagami z forum wymiana oleju po 50 km. Podobno płyną opiłki z silnika - sprawdzimy. Nie ma co oszczędzać na początek, bo potem się załuje. Silnik nie wygląda na przesilony, więc mam nadzieję, że pochodzi do końca. Do roboty codziennie mam 25 km w jedną stronę, więc daje mu 2 latka. Potem się zobaczy co dalej.

Kask dołączony do motoru to badziew do kwadratu, więc teraz pracuję jak najszybciej nad odpowiednim strojem, aby nie marznąć i mieć jakieś zabezpieczenie.